wtorek, 16 lutego 2016

Książka na dziś: Zen bez mistrzów zen

W wielu religiach oraz grupach są pewne powtarzające się zależności.

Uwaga zwracana na guru, szacunek dla przywódcy i hołd dla bóstwa — to powszechnie znane nam schematy, reprezentujące ludzi, którzy muszą podążać za kimś lub za czymś, aby odnaleźć sens życia.

Ten pęd, rozglądanie się dookoła celem odnalezienia autorytetu, często spowodowane jest poczuciem zagubienia, bycia kimś przytłoczonym i zmagania się z licznymi przeciwnościami losu.

Niestety prawda w oczy kole — a my, zamiast zatrzymać problem najczęściej wypływający z nas samych, wolimy ucieczkę w świat, gdzie obcy ludzie są o wiele ważniejsi od tego, co my sobą reprezentujemy i możemy osiągnąć. Dlaczego jednak wspominam o tym, choć mam zamiar polecić pewną książkę? Nie bez kozery, gdyż wszystko jest z sobą ładnie splecione poprzez patchworkowe zależności.

To właśnie od siebie powinniśmy zacząć poszukiwania czegoś wyższego. To właśnie na rzecz jakiejś głębi lub sensownej prostoty warto by było przestać oglądać się za innymi. Pora usiąść, zajrzeć w głąb własnej osoby i poczuć Zen....

Jednak czym jest on tak naprawdę? Skąd idea uprawiania go bez przewodnika lub nauczyciela? Tego, jak i wiele więcej dowiecie się w trakcie dalszej lektury.



Różni ludzie próbują nazywać Zen sztuką, inni doszukują się w nim filozofii. Tak naprawdę jedni i drudzy są blisko, ale dosyć daleko kroczą.

Najprościej będzie nam stwierdzić, że Zen jest czymś w rodzaju cichej medytacji i kontemplacji jednocześnie. Możemy też śmiało powiedzieć że jest nieodłącznym elementem religijnego nurtu nazywanego Buddyzmem. Dodatkowo w ramach działania tego typu, my jako działające osoby, musimy zasiąść do praktyki, cierpliwie ćwiczyć i zbliżyć się w stronę własnego wnętrza. Mieszkańcy dalekiego Wschodu dzięki odkryciu tej formy praktykowania zrobili spory krok do przodu, w stronę oświecenia.

Co możemy zrobić jednak my, ludzie Zachodu? Przełamując otaczającą nas logikę, poczucie podążania za kimś i stwierdzając, że to, co robimy, jest zależne od nas, a nie od osób czy miejsc — zaczynamy kroczyć właściwą ścieżką. Wraz z bliższym poznaniem siebie, praktyka zaczyna przejawiać cechy filozofii, działanie jest sztuką kontemplacji i właśnie to daje nam Zen.

Nie każdy człowiek zrozumie to od razu. Jak wspominałam wśród nas — to jest środowiska zachodniego, uchowała się potrzeba poszukiwania autorytetów i podążania za kimś. Bieg zaczyna się zmieniać w wyścig szczurów, pozbawiając nas czasu dla siebie. Jak zatem opuścić ten błędny krąg i zrozumieć Zen oraz oddać się właściwej pracy nad sobą? Jak zrozumieć to, co mylnie postrzegamy — w całościowym ujęciu — jako filozofię? W tym pomoże nam właśnie ta książka, którą chcę dzisiaj wam przedstawić.


______________________________________________________________________

Zen bez mistrzów zen” autorstwa Camden'a Benares'a jest książką którą ma w sposób prosty i przewrotny pomóc nam zrozumieć. Książka ta wydana w roku 2007 przez Warszawskie wydawnictwo Okultura, liczy sobie zaledwie sto stron i opisywana jest jako zbiór zabawnych opowieści, wskazówek & ćwiczeń. Jej autor miał na celu sprawić, aby osoby, które nie wychowywały się w styczności z praktyką Zen czy Buddyzmem, mogły wprowadzić zmianę we własne życie i przestać zrzucać wszelkie bolączki i niepowodzenia na tzw. Autorytety. Sam autor na wstępie tłumaczy skąd Zen pochodzi, dlaczego stosuje pewne przykłady w książce i co od siebie poleca przy tego typu praktyce.

_________________________

Właśnie ze względu na swoje własne przekonania (tj. uznanie większe dla medytacji, a niżeli krytyki otoczenia-bez spojrzenia w lustro), postanowiłam sięgnąć po tę konkretną książkę z nadzieją na to, że zamiast szablonowego poradnika, napotkam coś, co będzie dla mnie odświeżającą lekturą.
_________________________


Jedną z istotniejszych kwestii prócz wstępu i wprowadzenia, jest konflikt pomiędzy obwolutą a wnętrzem. Spoglądając na okładkę, mamy wrażenie, że jawi się przed nami fantazyjny wzór, jakby wprost wyjęty z psychotestu pod nazwą „powiedz, co widzisz — dowiesz się, kim jesteś”. Zaglądając do środka, widzimy jednak treści ukazane w formie komiksowej, która pod względem staranności mocno odbiega od tej czerwonej i estetycznej otoczki (czyli okładki). Zwróćcie uwagę choćby na tę jedną stronę, którą specjalnie tutaj zamieszczam, by pokazać wam wspomnianą różnicę. Miłośników estetyki tego typu zagranie mogłoby zrazić, ale nie poddawajcie się - gdyż to wnętrze najbardziej się tutaj liczy.




Skupmy się zatem na treści właściwej.

Książka ta podzielona została na pięć różnych części. Sama dokonałabym nieco innego podziału, gdyż po przeczytaniu tej pozycji sądzę, że 3 pierwsze rozdziały mogłyby zostać ukazane jako jeden — czyli proces zmagania się z przetworzeniem samego Zen i jego istoty. Kolejne dwa rozdziały natomiast, mogłyby wspomóc się poprzez wzajemną konfrontację tego, co nas ogranicza, i czym warto się zająć w efekcie prawidłowego pojmowania Zen. Dość jednak mojej zmyślnej korekty.

Już tłumaczę, jak to faktycznie wygląda i skąd mój powyższy zamysł: Lektura ta poprzez prostą formę graficzną, oraz nieskomplikowany przy odbiorze tekst — wprowadza nas stopniowo w różne przykłady doświadczeń, gdzie ludzie poprzez własne przygody natrafiali na sztukę Zen, oraz poprzez własne ciekawe i niekiedy absurdalne perypetie — uczyli się ją rozumieć we właściwy sposób.

Dalej, książka obfituje we wskazówki (umieszczone w ramkach) dotyczące schematów, ograniczania się, które wybieramy, oraz tego, że warto by było jednak skupić się na sobie (nie w sensie egoizmu), celem wzięcia odpowiedzialności za własny los, skoncentrowania się na właściwych wartościach poznawczych — czego efektem będzie radość z własnego życia, bez potrzeby śledzenia facebooków, instagramów, trendów = czyli bez parcia na spoglądanie w stronę innych ludzi.

Kolejnym etapem przy lekturze „Zen bez mistrzów zen”, są drobne wskazówki, przeplatane cały czas z historiami o różnych osobach, na których przykładzie zaczynamy dostrzegać nasze własne błędy — i bezsens tego, co nazywamy logiką postępowania.

Następna na liście jest seksualność i intymność — które są nierozłączne z Zen. To świetnie wpasowuje się w poruszony przeze mnie jakiś czas temu motyw Tantry-gdzie para ludzi oddaje się swobodnemu wyzwoleniu i wzajemnej kontemplacji nie tylko tych cielesnych aspektów, ale również i duchowych. Coś takiego pojawia się również w tej konkretnej książce, będąc pomocą dla tych osób, które na tyle oddały się konserwatywnym zasadom, by utracić swobodę w myśleniu o seksualności, jak i jej przyjemnym odbieraniu (od tej praktycznej strony).

Do te pory, nasza kamienista ścieżka uświadamiania sobie krok po kroku, z czym mamy problem, jak inne osoby radziły sobie z nim i co pozyskały ze zrozumienia pojęcia Zen. Czas zatem na finał, jakim jest... Przejście do medytacji oraz ćwiczeń.

Według mnie ta ostatnia rzecz, jest tym, czego brak mocno upośledza nasze społeczeństwo. Sfrustrowane osoby chętnie wyrzucają z siebie troski w kierunku osób trzecich, które nie znikają, ponieważ frustraci nie umieją się z nimi właściwie uporać. Cały ten błędny proces ulega transformacji w myśl karty Śmierć (nawiązując do Tarota), dzięki wprowadzeniu w życie frustratów medytacji, łamania uwarunkowań i regularnej praktyki — co pozwoli im zmienić się w pozytywnych luzaków cieszących się sobą.

Medytacja nie tylko pozwala wzmocnić komuś koncentrację. Jest to proces, który dzięki długotrwałemu wdrażaniu go w życie, pozwala nam zrozumieć siebie, problem, oddzielić problem od naszego życia i nadpisać go czymś pozytywnym i rozwojowym.

Benares specjalnie na sam koniec pozostawił przysmak pod postacią przykładowych form ćwiczeń & oraz rodzajów medytacji, zapewne po to by osoba poprzez solidny kopniak i wyrwanie ze znanych jej dotąd realiów, mogła bardziej zmotywować się do zmiany. Dzięki temu Zen wygrywa 1:0, wszyscy są zadowoleni, a zagubione osoby mają szansę naprawdę się rozwijać.
______________________________________________________________________

Plusy tej książki: Treści przedstawione są w sposób prosty i czytelny, grafiki pobudzają wyobraźnię czytelnika — a sam przekaz skłania do zmian i pracy nad sobą. Prosta forma pomaga lepiej zrozumieć podstawy nurtu Zen, zanim ktoś przejdzie do bardziej zaawansowanej praktyki. Osoby doświadczone mogą odnaleźć w tej książce coś zabawnego i kąśliwego, w ramach odświeżenia sobie zasobów wiedzy na temat tematyki Zen.

Minusy tej książki: Ilość przedstawionych informacji. Schematyczność podawanych przykładów naprzemiennie z poradami i objaśnieniami, zbyt krótka forma zachęcenia czytelnika do praktykowania tego typu religijnej kontemplacji. Przerost formy graficznej nad samą treścią.

Książkę znajdziecie: Na stronie internetowej wydawnictwa Okultura.

______________________________________________________________________

Tak naprawdę nie widzę w tej konkretnej książce zbyt wielu minusów. Dzięki jej prostej formie, ciekawemu pokazaniu czym jest Zen i na co warto w tej praktyce zwrócić uwagę -wielokrotnie do niej powracam w podróży lub wówczas gdy odczuwam potrzebę zrozumienia czegoś na nowo. Wielu ludzi trzyma się często utartych schematów, przez co pojmujemy również jednorazowe przeczytanie konkretnej książki. Tutaj pokazuje się nasz błąd.

Gdzieś kiedyś przemknął mi przed oczyma pewien tekst: „Przestańmy czytać Crowleya, Bądźmy Crowleyami”. Tak jak jednorazowo przeczytana książka niczego nam nie da, tak samo owe słowa, które mam gdzieś zakotwiczone w pamięci — trącą ograniczeniem i schematycznością. Część z nas doskonale wie, jak bardzo pod koniec życia Crowley upadł i w jak tragiczny sposób zakończył swój żywot.

Aby zatem spojrzeć prawdzie w oczy i zrozumieć to, co chcę przekazać — pomyślmy przez chwilę w następujący sposób:

- Po co mam być Crowleyem? Czemu nie mogę być lepsza? Pora więc przestać być Crowleyem i stać się kimś więcej!

- Dlaczego mam jeden raz przeczytać tę książkę? Czas sięgnąć po nią znowu i od nowa zrozumieć coś więcej!

Teraz sami widzicie co przez myśl mi przeszło. Wielu ludzi pomija tę kluczową sprawę, jaką poruszam na zakończenie, stąd też daję wam taką radę. Nie bójcie się wykroczyć przed szereg. Nie obawiajcie się sięgnąć znów po coś — aby ujrzeć to na nowo. Działajcie i stańcie się lepsi od Crowleya oraz innych ludzi — pozornie wielkich.


Przede wszystkim: Bądźcie zawsze sobą i cieszcie się tym.


Z tą oto myślą pozostawię was na chwilę obecną samych, życząc każdemu miłego dnia i chęci odnalezienia się dzięki Zen na nowo.

Brak komentarzy :